2026-07-24

Śni o ujściu

Popłynęliśmy dalej. Z krótkim przystankiem w dość ciasnej, ale całkiem przyjemnej marinie dziwnowskiej, dotarliśmy do Świnoujścia. Tu marina jest chyba największą z odwiedzanych dotychczas, ale całkiem spokojną i położoną przy zalesionym parku.

Znów chcę podzielić się refleksją, że życie płynie tu (na łódce) jak na wakacjach. No, może dlatego, że faktycznie mamy urlop i całe dnie spędzamy na... aktywnym wypoczynku. Ale może też i dlatego, że często zmieniamy miejsca, chodzimy nowymi ulicami i ścieżkami, wciąż zmieniają się nazwy na mapach z naszego GPSa. Gdańsk, choć wypłynęliśmy z niego niecały miesiąc temu i leży od nas w prostej linii ledwo 300km, wydaje się odległym miejcem, z którego droga wiedzie przez rozliczne etapy. Może to ta intensywność doznań, która rozciąga czas i przestrzeń w naszych głowach?

Żeby nie było tak jednolicie, to zdecydowanie brakuje nam autopilota. Godziny spędzane za sterem bywają nużące (choć odkrywam w nich też przyjemność kontemplacji). Co prawda cały hardware do tego pilota już dawno jest zamontowany (i nawet działa - sprawdzone), ale ciągle brakuje kawałka software'u, które zepnie wszystko razem w działający system. Szewc bez butów chodzi. Za to sterownik silnika (po wymianie toru dla czujników i refactoringu programu) osiągnął chyba jakąś stabilność, bo ostatnio nie kaprysił. Trzymam kciuki.

Powoli też urlop mój dobiega końca i trzeba będzie znaleźć spokojną przystań, żeby móc wrócić do pracy. Los tak sprawił, że może będzie to Wolin - macierzysty port Wydry, do którego jeszcze przedwczoraj wcale nie miałem planów płynąć, a teraz planuję to na pojutrze. Tak właśnie to nasze planowanie działa - doskonale!


Płyniem gładko

Chociaż trochę buja

Na plaży

Na falochronie (fot. Beata, wspomnienie z Kołobrzegu)

+33+20Nm [256]