2025-09-04

Już czuć zapach

Wydra wyruszła w kolejny etap swojej podróży, cel: Bałtyk. Cóż to była za walka, proszę Państwa. Ale po kolei...

Zaczęło się normalnie, przyjechał Pan Dźwig i choć miał lekkie opóźnienie z powodów technicznych, to w końcu łódkę z kanału wyciągnął i posadził na tranporterze. Tu z czystym sercem mogę polecić fachowców z wozimygabaryty.pl, już drugi raz wszystko przebiegło sprawnie.

W Marinie Przełom też pełna "profeska". Trevelift podjechał, podniósł...

... i posadził w doku. Tu podziękuję za uprzejmość właścicieli, którzy nam użyczyli miejsca do dalszych prac przygotowawczych. Zapowiadałem 3-4 godziny, ale już po 7, kiedy zbierali się do domu, powiedzieli, że możemy sobie spokojnie kontynuować. I gdzieś w tym momencie zaczęło się robić pod górkę.

Dość długo zeszło nam składanie wszystkiego do kupy. Mocowanie salingów, want, rolera i jego profilu. Dopiero koło 19-tej (a zaczęliśmy wodowanie o 10:30) zaczęliśmy podnosić maszt. Niestety, wyniknęło trochę trudności. Błędy w projekcie i procedurze. Trzeba było masz opuścić, zmienić strategię i podnieść jeszcze raz. Ofiarą padło jedno mocowanie wanty, które źle się ułożyło i zostało wygięte (a to śruba 16-tka, więc to w sumie pewien wyczyn to wygiąć). Założyłem też tymczasową przetyczkę na sztagu, bo właściwa nie weszła. Było sporo dźwigania, kombinowania i zmęczenia. Ostatecznie jacht jednak został przygotowany do wyjścia i ruszyliśmy... do mariny obok.

Tam parkowaliśmy na 3 razy, bo sternik nie wyczuł jeszcze maszyny. Ale ostatecznie stanęliśmy w Górkach Zachodnich około gdziny 2:30. Ciągle jesteśmy na słodkich wodach, bo to Wisła Śmiała, ale z oddali czuć już zapach morza.

Wpis ten publikuję z lekkim opóźnieniem, bo po tych ponad 14 godzinach walki z żywiołami, musieliśmy trochę odpocząć.

+0Nm [2]