2025-09-13

Liźnięcie słonego

Wreszcie Wydra liznęła słonej wody. Musieliśmy przestawić się na inne miejsce w marinie, więc przy okazji wyszliśmy w morze. Ot, mała rundka za ujściem i to na silniku, ale 7 mil zrobione. Jedynie powrót był w trybie awaryjnym, bo znów nawalił moduł silnika (ale już chyba wiem, o co chodzi). Po dramatycznej walce z cumami i boją udało się jednak zaparkować bez strat w ludziach i majątku. Ujma jest jedynie na mojej szkutniczej dumie.

Tymczasem stoimy dalej w porcie. Od tygodnia naprawiamy kolejne rzeczy. I kolejne rzeczy do naprawiania następnych rzeczy dalej zamawiamy. Coraz więcej jednak działa i mam nadzieję, że tak małymi kroczkami dojdziemy do czegoś. Założyliśmy nawet grota, ale tylko żeby zrobić pomiary do lazy jacka. Foka założyć się nie dało, bo jeden element rolera jest wadliwy. A to, to już nie ja, takie przyszło z fabryki! No i na żaglach i tak na razie się pływać nie da, ponieważ jest problem z mieczem. Wszystkiego się spodziewałem, ale nie tego. Okazało się bowiem, że pływa. Tj. pomimo swojej masy (na rękę dobrze ponad 100kg) ma dodanią pływalność, w związku z czym po prostu nie da się go opuścić, bo wyskakuje z wody jak korek. No i to jest niestety taki feler, który ostatecznie przesądził o tym, że łódkę wyciągamy z wody na zimę. Tu, w Polsce. Trzeba będzie ten miecz dociążyć, a na wodzie to by było... dość skomplikowane.

Pomimo tych wszystkich przeciwności mam poczucie, że dużo mi (nam) ten czas dał. Dużo udało się przetestować, rozpoznać różne mankamenty, zdobyć pierwsze żeglarskie szlify. Na pewno zaprocentuje to w przyszłym sezonie.


Woda po horyzont

Pół załogi obserwuje wodę przed dziobem, ...

... a drugie pół za rufą.

+7Nm [9]