2026-07-04

My to, a Władysław owo

Zrobiliśmy sobie całodzienny przelot z Helu do Władysławowa. Trochę na około, bo nie sprawdziłem zawczasu, że rejon wojskowy za półwyspem nie jest aktualnie zamknięty i próbowałem go ominąć. Poza tym znów zawiesił się sterownik silnika, czyli już prawie norma. Przynajmniej awaryjne wchodzenie do portu mamy przećwiczone. Bardziej niż byśmy chcieli.

Teraz stoimy i przeczekujemy silniejsze wiatry, ale na łódce ciągle do zrobienia to i owo. Przede wszystkim silnik. Sterownik dostał kolejną poprawkę. Czuję, że jednak zbliżamy się do jakiejś stabilnej wersji. Po drugie to dodałem zawór zwrotny na odpowietrzeniu wydechu. Trochę się tam lało i ciągle było za dużo wody w zęzie. Drugi zawór dołożyłem na wylocie z zęzy dziobowej (tak, mamy dwie osobne zęzy). Mam wrażenie, że w przechyle braliśmy tamtędy wodę. Zobaczymy, czy to coś pomoże. Powoli się docieramy z tą łódką.

Ogólnie to dwa dni padało, więc nastrój wakacyjny gdzieś uleciał z miasta, ale dziś jest poprawa, życie wraca do normy, a my jutro spróbujemy dopłynąć do Łeby. Powoli też więc docieramy i na zachód.


Tak sobie, o, w porcie

+35Nm [80]