2026-08-04
W Wolinie spędziliśmy cały tydzień. Trochę braliśmy udział w festiwalu, a trochę byliśmy z jego boku, bo udało nam się przestawić do małego basenu portowego. Tam mieliśmy względny spokój od koncertów odbywających się na nabrzeżu, przy którym staliśmy wcześniej. Odwiedzili nas też kolejni goście: Ania, Asia, Kasia i Mateusz. A w międzyczasie kupiliśmy nowy (choć w zasadzie nie nowy, bo używany) samochód. Przyda się, póki nie wyruszymy w świat daleki. Dzięki niemu już objechaliśmy wyspę (Wolin), zajrzeliśmy do zagrody żubrów, a nawet wybraliśmy się na kąpielisko przy pobliskim jeziorze. Tak to, w atmosferze rodzinno-wakacyjnej, mijały nam ostatnie dni lipca.
Z początkiem sierpnia przepłynęliśmy do Trzebieży. Ledwo 13 mil wodą, niecałe 3h płynięcia na silniku (bo wiatru prawie zero), ale po samochód komunikacją publiczną musiałem wracać prawie 4h z dwoma przesiadkami. Taki to zakątek kraju i jego geografia. Na razie stoimy tu na miejscu tymczasowym, ale zupełnie sympatycznym, w spokojnej, otoczonej zielenią marinie. Dopadła nas (głównie mnie) proza życia, bo urlop się skończył. Na razie wdrażam się w nowy projekt, ale zapowiada się dobrze. I mimo to, dalej jesteśmy jakby na wakacjach, bo Trzebież jest małą wioską, ale z klimatem kolonijnym (nie kolonialnym!) - ma swoją plażę, promenadę, wieżę widokową i budki z małą gastronomią. Dalej więc oddychamy polskimi wakacjami. Po prostu życie.





+13Nm [280]